Total Pageviews

Sunday, August 26, 2012

-szósty-

Pożegnałam się szybko z Harrym i weszłam do domu, głośno trzaskając drzwiami manifestując swój powrót.
Rodzice rozmawiali o czymś zawzięcie przy stole w kuchni.
- W końcu jesteś, nie łaska odebrać telefon ? - odezwał się tata patrząc na mnie ze złością.
Przystanęłam rzucając mu nienawistne spojrzenie.
- Gdzie byłaś ?- zapytał
Ścisnęłam dłonie w pięści nie odzywając się. Bałam się, ze za chwilę wybuchnę, i cały mój plan szlag trafi.
- O coś cię zapytałem- wstał podszedł do mnie nadal z tym samym wrogim spojrzeniem.
- Mogłabym Cię zapytać o to samo !- rzuciłam bez namysłu i czym prędzej pobiegłam do pokoju Ryana.
- Ej mała ! A zapukać nie mogłaś ?- zastałam go siedzącego przy laptopie.
- A co pornosy oglądasz ? - zaśmiałam się podchodząc do niego bliżej.
- Zgadłaś – uśmiechnął się po czym zamknął laptopa i odłożył go na stolik.
- Stało się coś okropnego- zaczęłam siadając na łóżku obok niego.
- Straciłaś dziewictwo z tym lokowanym ? Faktycznie.. to cos okropnego – zaśmiał się.
- Co ? Boże... jesteś okropny... Po co ja tu do Ciebie przychodziłam...- oburzyłam się po czym wstałam napięcie i chciałam wyjść.
- Tylko żartowałem- w ostatnim momencie chwycił mnie za ramię i przyciągnał z powrotem do pozycji siedzącej.
-Nasz tata zdradza mamę – rzuciłam od razu.
-Co ? Skąd wiesz ? - podniósł się a oczy zrobiły mu się wielkie jak spodki.
- Widziałam- spuściłam oczy oglądając brudną podłogę w pokoju Ryana, gdy on nadal nie dowierzał opowiedziałam mu całą historię a następnie mój plan. Od razu się zgodził.
Choć był bardzo zły było widać jak bardzo jest mu z tego powodu przykro... byliśmy wręcz przykładną rodzinką... zawsze każdy wychwalał nas, że jesteśmy zgodni i kochający... chodzący ideał... a teraz... wszystko legło w gruzach.
Gdy byliśmy już na tyle zmęczeni tą rozmową, udałam się do swojego pokoju. Usiadłam na parapecie i w tej samej chwili rozdzwonił się mój telefon.
- Cześć – przywitałam się z Harrym, bo to właśnie on dzwonił.
- Cześć, jak się trzymasz ?- zapytał z troską w głosie.
- Całkiem dobrze, choć jest mi wstyd- odpowiedziałam wpatrując się w morze za oknem.
- Dlaczego ?
- Bo to widziałeś... zawsze opowiadając Ci o mojej rodzinie mówiłam, że jest taka idealna... a teraz wychodzi na to, że to wszystko jest cholernym kłamstwem.

Zaczął mnie pocieszać... to słodkie, że tak się przejmuję, że troszczy się o mnie... ale szczerze? Zaczynam się niecierpliwić... potrzebuje go w inny sposób.. nie jako TYLKO przyjaciela.
Kretynka ze mnie.

W nocy miałam zły sen... nie pamiętam co mi się śniło, ale w każdym razie obudziłam się a na zegarku widniała godzina 3:35 wstałam więc i poszłam na dół... nie wiem dlaczego, po co i w ogóle... po prostu tam poszłam. Nogi zaprowadziły mnie do biura taty, a ręce same zaczęły grzebać w jego szufladach, chyba miały jakieś przeczucie gdyż znalazłam tam zdjęcie taty, z jakąś młodą kobietą... bardzo piękną.. i zapewne hiszpanką.
- A więc to z nią zdradzasz mamę- szepnęłam do siebie. Usłyszałam jakieś szmery więc szybko zamknęłam szufladę a zdjęcie wzięłam ze sobą do pokoju.

Położyłam się spać.

Obudziłam się dość późno, słonce było już wysoko nad horyzontem a zegarek wskazywał 12:56, nie ubierając się zeszłam na dół, zrobić sobie coś do jedzenia.
- Dzień Dobry Francesco – przywitałam się z gosposią która właśnie wkładała naczynia do zmywarki. Nadal nie mogę się nadziwić jaki ten dom jest inny od tego w Londynie.
- Dzień Dobry- odwzajemniła uśmiech i wróciła do wykonywanej czynności.
Wygrzebałam z lodówki jogurt naturalny, z szafki wyciągnęłam płatki i wyszłam na taras. W ogrodzie oczywiście był Zayn, przyzwyczaiłam się już do tego, że codziennie rano widzę go ubrudzonego ziemią kiwającego mi radośnie. On po chwili rzucił robotę którą wykonywał i wycierając ręką spocone czoło usiadł obok mnie.
-Mógłbyś się chociaż ubrać- skrzywiłam się mierząc jego umięśnioną klatę. Choć byłam śmiertelnie zakochana w Harrym, Zayn nadal robił na mnie ogromne wrażenie, mimo że widziałam go bez koszulki już miliony razy.
- Lubię kiedy się czerwienisz widząc mnie pół nagiego- puścił mi oczko.
Chwyciłam się za twarz chowając ją w dłoniach czując jak temperatura podskoczyła chyba do pięćdziesięciu stopni Celsjusza. '' Kretynka''- karciłam się w myślach '' Uspokój się, dlaczego codziennie robisz z siebie takiego dzieciaka''.
- Za godzinkę skończę, może pójdziemy na plażę ? - zmienił temat, a ja spojrzałam na niego i kiwnęłam głową.
-Jasne, czemu nie – uśmiechnęłam się a on wstał i wrócił do pracy.

Ja zjadłam śniadanio-obiad i poszłam do pokoju się ogarnąć.

-Charlie – do pokoju zapukała mama kiedy ja właśnie przeglądałam się w lustrze, oceniając czy miętowa zwiewna tunika i słomiany kapelusz nadadzą się na wyjście na plażę.
-Tak ?- odwróciłam się w jej stronę zapraszając do środka.
- Oh... wybierasz się gdzieś ? - zapytała lustrując mnie wzrokiem.
- Tylko na plażę – uśmiechnęłam się.
- Dobrze... chciałam Ci tylko powiedzieć, że dzisiaj przychodzą do nas znajomi, jacyś koledzy taty z wydawnictwa z żonami i swoimi dziećmi... wróć więc przed szóstą, chcemy byście byli z Ryanem obecni- podeszła do mnie i stanęła za mną przyglądając nam się w lustrze.
-Będę- spojrzałam na nasze odbicie, po czym mama ucałowała mnie lekko we włosy a ja chwyciłam torebkę i pobiegłam na dół.
- Pamiętaj bądź przed szóstą!- mama krzyknęła jeszcze za mną, ale w odpowiedzi usłyszała już tylko trzaśnięcie drzwiami.
- Cześć- rzuciłam w stronę Zayna, który jak się okazało przyprowadził też Connie i reszte chłopaków.
-Hej Charlie- krzyknął do mnie Louis machając energicznie.
Na sam jego widok uśmiechnęłam się. Był tak pozytywnym chłopakiem, że wystarczyło jedno słowo z jego strony a wszystkie troski uciekały w kąt. Nie mogłam nawet przywitać się ze wszystkimi, gdyż Louis wziął mnie na plecy i pobiegł przed siebie nie zwracając uwagi na resztę którą zostawiliśmy daleko w tyle.
-Louis... ja umiem sama chodzić- zaśmiałam się.
Nie odpowiedział tylko wrócił do reszty i ani mu się śniło mnie puszczać... nawet się do mnie nie odzywał, tylko rozmawiał jak gdyby nigdy nic z Niallem o jakimś festiwalu który ma się niedługo odbywać. Z racji tego iż było mi po prostu dane wisieć tak na plecach Louisa, objęłam go rękami za szyję, on uniósł mnie lekko by było mu wygodniej i w takiej właśnie pozycji doszliśmy na plażę.

Gdy wszyscy zaczęli rozkładać się już na wybranym miejscu, Lou nadal trzymał mnie na plecach.
-Ej... puść mnie w końcu – spojrzałam na niego od boku.
- A no tak... sorrki zapomniałem, że Cię trzymam... zacząłem się nawet zastanawiać gdzie jesteś- zaśmiał się.
-Przestań, pewnie niedługo wylądujesz w szpitalu z przepukliną – skrzywiłam się.
- Chyba żartujesz... jesteś leciutka jak motylek – uśmiechnął się i ucałował mnie lekko w czoło.
- A może przestaniecie w końcu sobie słodzić i pomożecie nam ? - odezwał się Harry patrząc na nas gniewnie.
My tylko wzruszyliśmy ramionami i pomogliśmy im się rozłożyć.

Czas minął nam na zabawie w wodzie... choć mi raczej na plecach wszystkich chłopców ze względu na to iż panicznie boję się wody, a oni nie chcieli nawet słyszeć o tym, że zostanę sama na kocu, więc postanowili nosić mnie bym czuła się bezpiecznie... a tak naprawdę i tak skręcałam się ze strachu, kiedy oni zaczynali swoje przepychanki a ja byłam w samym centrum tej zabawy gotowa na śmierć.

Tak jak obiecałam mamie, przed szóstą byłam w domu, Francesca krzątała się niespokojnie, szykując wszystko na tarasie, mama poprawiała po swojemu a tata siedział na schodach paląc papierosa. Krzyknęłam im tylko, że wróciłam i pobiegłam do siebie wziąć prysznic i przebrać się.

Skończyłam akurat wtedy gdy zabrzmiał dzwonek sygnalizujący, że ktoś stoi przy drzwiach czekając aż pan domu mu otworzy.
Stojąc na schodach widziałam tylko małżeństwa w podeszłym wieku i jedną dziewczynę raczej w wieku Ryana i nikogo więcej... i na co tam ja ?

Siedziałam przy stole przysłuchując się burzliwym dyskusją na temat polityki, wojen i spraw gospodarki, myślałam, że zanudzę się na śmierć... gdy ktoś w końcu zapytał tatę o jego najnowszą książkę.
- Więc..Mark... o czym teraz piszesz ?
Wszystkie oczy skierowały się w stronę ojca oczekując odpowiedzi.
On zaśmiał się, zaciągnął papierosem po czym zaczął opowiadać :
- O małżeństwie... O wzlotach i upadkach... z naciskiem na upadkach... Historia o parzę w której żona zdradziła męża z o dziesięć lat młodszym facetem... a mąż nadal tak bardzo zakochany w kobiecie próbuje naprawić ich rozpadające się małżeństwo dając jej miliony szans na poprawę....

Spoglądałam to na ojca to na matkę...
On dumnym spojrzeniem omiatał cały stół przystając na Niej.
Ona przestraszona unikała Jego spojrzenia nalewając sobie whisky do szklanki.



****
-PRZEPRASZAM-
wiem, przepraszam pod każdym odcinkiem ale nic nie poradzę na to, że moja głowa skąpi mi wene jak tylko może...
Nie pozostaje mi nic innego jak mieć nadzieję, że odcinek wam się podoba :)
Komentujcie :)

9 comments:

  1. bardzo się podoba! z całego serca trzymam kciuki za Charlie i Harry'ego :D do następnego! :*

    ReplyDelete
  2. tak długo czekałam na kolejny rozdział, szczerze > opłacało się :)

    ReplyDelete
  3. Och ile ja się na to naczekałam.. ALE BYŁO WARTO.!:)

    Opowiadanie jest cudowne, bo 1D tu nie istnieje. Jest Harry, Louis, Niall, Zayn i Liam.:)
    A takie ostatnio polubiłam, te które odrywają nas od rzeczywistości .:)

    Czekam z niecierpliwością na kolejny.;)

    @Dominikaa23

    ReplyDelete
  4. SUPER rozdział !!!!!!!!!!! czekam NN
    http://cocorellu.blogspot.com

    ReplyDelete
  5. Boże, nareszcie wróciłaś! :D cudowny rozdział :3 ~ @harrys_voice_

    ReplyDelete
  6. Noo pewnie że się podoba :D
    Jak zwykle z resztą!

    ReplyDelete
  7. Mnie też się podoba :)
    Czekam aż Charlie i Harry będą razem :D

    Weronka

    ReplyDelete